Dlaczego tak łatwo ludzi skłócić, a tak trudno pogodzić?

  • Post category:Blog

Po przeżyciu anonimowego życia w większych miastach, od kilku lat doświadczam specyfiki życia w małej społeczności. To arcyciekawe doświadczenie, bo łatwiej tu zrozumieć chorobę toczącą ludzkość w dobie social mediów. Niech ten tekst będzie wprowadzeniem do poszukiwania odpowiedzi na pytanie często dręczące wielu z nas.
W małej społeczności więcej widać a wcale ludzie tam nie są inni. W małych społecznościach wszyscy się znają. To ma ogromną wartość: łatwiej o pomoc, życzliwość, wspólną pracę, pamięć o sąsiadach. Ale ta sama bliskość ma też drugą stronę. Jedno nieuważne zdanie, plotka, urażona ambicja albo źle zrozumiana decyzja potrafi podzielić rodzinę, sąsiadów, koło seniora, wspólnotę mieszkaniową czy lokalne stowarzyszenie. Dlaczego tak się dzieje?
Co mówi nauka?
Nauka o zachowaniach ludzkich (tu: psychologia, socjologia, kognitywistyka, biologia) daje dość trzeźwą odpowiedź: człowiek nie jest neutralnym odbiorcą rzeczywistości. Nasz umysł szybciej zauważa zagrożenie niż spokój, krzywdę niż uprzejmość, zniewagę niż dobrą intencję. W psychologii nazywa się to negativity bias , czyli skłonnością do silniejszego reagowania na informacje negatywne. „Złe” doświadczenia zwykle silniej wpływają na emocje, pamięć, ocenę ludzi i relacje niż doświadczenia dobre. Negatywne wrażenie łatwiej powstaje i trudniej je odwrócić.
To ma sens ewolucyjny. Dla naszych przodków ważniejsze było szybko zauważyć zagrożenie niż spokojnie rozważać, czy może jednak nic złego się nie dzieje. Kto pilnował obozowiska, nie mógł każdej podejrzanej sytuacji rozważać bez końca. Najpierw musiał ostrzec grupę i przygotować się do obrony. Dopiero potem można było ustalić, czy zagrożenie było realne. Podobnie działa nasz umysł w relacjach: sygnał możliwej krzywdy uruchamia reakcję szybciej niż namysł.
Problem polega na tym, że dziś ten sam mechanizm uruchamia się w nas nie tylko wobec realnego niebezpieczeństwa, ale także wobec słów, gestów, spojrzeń, wpisów w internecie, rodzinnych sporów czy lokalnych konfliktów.
Kiedy czujemy się zlekceważeni, nasz mózg nie mówi spokojnie: „sprawdźmy wszystkie dane”. Raczej podsuwa szybką interpretację: „on mnie nie szanuje”, „oni robią to przeciwko nam”, „zawsze tak było”. Tu wchodzi kognitywistyka. Badania nad rozumowaniem motywowanym pokazują, że ludzie nie oceniają informacji wyłącznie po to, by dojść do prawdy. Często — nieświadomie — szukają takich argumentów, które pozwalają im obronić własną godność, wcześniejsze przekonania albo przynależność do grupy. Naukowcy już wiele lat temu zbadali, że ludzie używają procesów poznawczych do wybiórczego wyszukiwania, konstruowania i oceniania przekonań. Prościej – rozumiemy jak chcemy.
Dlatego w konflikcie każda strona zwykle uważa, że „widzi sprawę jasno”. Tyle że najczęściej widzi ją przez filtr własnej krzywdy. Jeśli ktoś już uznał, że został potraktowany niesprawiedliwie, łatwo zapamiętuje kolejne dowody potwierdzające tę ocenę, a słabiej dostrzega gesty pojednawcze. To nie musi oznaczać złej woli. To może być zwykły mechanizm poznawczy: umysł porządkuje świat tak, aby pasował do już przyjętej opowieści.
Drugi ważny mechanizm to tożsamość grupowa. Ludzie potrzebują poczucia, że należą do „swoich”: rodziny, sąsiedztwa, parafii, organizacji, pokolenia, miejscowości. Psychologia społeczna pokazuje, że identyfikacja z grupą może wzmacniać solidarność, ale może też zaostrzać podział na „nas” i „ich”. W sporze nie chodzi wtedy tylko o jedną sprawę. Chodzi o honor grupy, lojalność, pamięć dawnych urazów i przekonanie, że „nasi” mają rację. Badania nad tożsamością społeczną łączą identyfikację grupową bezpośrednio z dynamiką konfliktów międzygrupowych.
W małym mieście ten mechanizm bywa szczególnie silny, bo relacje są gęste. Konflikt rzadko pozostaje między dwiema osobami. Szybko pojawiają się świadkowie, rodzina, sąsiedzi, znajomi z dawnych lat. Spór o konkretną sprawę zaczyna żyć własnym życiem. Jedni „wiedzą swoje”, drudzy „słyszeli co innego”, trzeci pamiętają coś sprzed dziesięciu lat. Socjologicznie rzecz biorąc, konflikt rozlewa się przez sieć relacji.
Dlaczego pogodzenie jest trudniejsze niż pokłócenie?
To proste…łatwiej jest zamek z piasku zniszczyć niż zbudować. Pokłócenie wymaga często tylko impulsu: złości, poczucia zniewagi, plotki, nieporozumienia. Pogodzenie wymaga znacznie więcej: zatrzymania reakcji, uznania cudzego punktu widzenia, przyjęcia części odpowiedzialności, czasem przeprosin, czasem zadośćuczynienia, a przede wszystkim odbudowy zaufania. A zaufanie odbudowuje się wolniej niż traci.
Z biologicznego punktu widzenia człowiek nie jest istotą stworzoną wyłącznie do zgody. Jest raczej istotą stworzoną do życia w grupie, a życie w grupie przed wiekami wymagało zarówno współpracy, jak i obrony przed zagrożeniem. Ewolucja wyposażyła nas więc w dwa potężne mechanizmy: zdolność do lojalności wobec „swoich” oraz zdolność do szybkiego wykrywania wroga.
Problem polega na tym, że te nasze archaiczne mechanizmy nie zawsze odróżniają realne zagrożenie od urażonej dumy, plotki, nieporozumienia czy różnicy zdań. Nasz mózg woli czasem pomylić się w stronę ostrożności: lepiej zobaczyć zagrożenie tam, gdzie go nie ma, niż nie zauważyć go tam, gdzie naprawdę istnieje. W dawnych wiekach i w mniejszych (siłą rzeczy) społecznościach – mogło to ratować życie. W dzisiejszych, przerośniętych społecznościach – często niszczy relacje.
Dlatego ludzie nie kłócą się dlatego, że są „źli z natury”. Kłócą się, bo ich system obronny działa szybciej niż system refleksji. Złość, podejrzliwość i potrzeba obrony własnej grupy pojawiają się natychmiast. Pojednanie wymaga natomiast czegoś późniejszego i trudniejszego: zatrzymania się, sprawdzenia faktów, przyjęcia cudzej perspektywy, uznania własnego błędu i odbudowy zaufania.
W tym sensie cywilizacja nie polega na tym, że człowiek przestaje mieć impulsy konfliktowe, ale na tym, że uczy się ich nie wykonywać automatycznie.
Trudne przebaczanie
Badania nad przebaczeniem pokazują, że pojednanie nie jest prostym „zapomnijmy o sprawie”. Skuteczne procesy przebaczenia i naprawy relacji wymagają pracy nad konkretną krzywdą, obniżenia gniewu, zmiany nastawienia wobec osoby, która zawiniła, oraz — jeśli relacja ma być kontynuowana — wiarygodnych sygnałów, że sytuacja się nie powtórzy. Metaanaliza interwencji psychologicznych dotyczących przebaczenia wskazuje, że dobrze zaprojektowane działania mogą pomagać ludziom w dochodzeniu do przebaczenia, ale nie dzieje się to automatycznie.
Ważne są też przeprosiny. Same słowa „przepraszam” bywają niewystarczające. Badania nad naprawą zaufania pokazują, że przeprosiny działają lepiej, gdy są odbierane jako szczere, konkretne i połączone z uznaniem szkody. W relacjach między grupami przeprosiny mogą zwiększać zaufanie, ale zwykle nie przywracają go w pełni od razu.
Co z tego wynika praktycznie dla lokalnej wspólnoty?
Po pierwsze: nie każda różnica zdań musi stać się konfliktem. Różnica zdań dotyczy sprawy. Konflikt zaczyna się wtedy, gdy sprawa zostaje połączona z oceną człowieka: „on jest złośliwy”, „oni są przeciwko nam”, „z nimi nie da się rozmawiać”.
Po drugie: im szybciej sprawdzimy intencje, tym mniejsze ryzyko eskalacji. Proste pytanie: „Czy dobrze zrozumiałam, że…?” może zatrzymać mechanizm dopowiadania złych zamiarów.
Po trzecie: rozmowa działa lepiej, gdy odbywa się w warunkach równości i wspólnego celu. Metaanaliza Pettigrewa i Tropp obejmująca 713 prób z 515 badań pokazała, że kontakt między grupami zwykle zmniejsza uprzedzenia, szczególnie wtedy, gdy grupy mają równy status, wspólny cel, współpracują i działają przy wsparciu instytucji lub autorytetów.
Po czwarte: pojednanie nie polega na udawaniu, że nic się nie stało. To częsty błąd. Wspólnota nie zdrowieje od milczenia, tylko od uczciwego nazwania szkody, przyjęcia odpowiedzialności i ustalenia, jak podobnych sytuacji unikać w przyszłości.
Małe miasto może być miejscem plotki, urazy i podziału. Ale może też być miejscem naprawy, bo ludzie nie są anonimowi. Spotykają się w sklepie, u lekarza, na cmentarzu, w kościele, na zajęciach, w domu kultury. To znaczy, że konflikt trudno całkiem schować. I właśnie dlatego warto uczyć się rozmawiać wcześniej, zanim drobna iskra stanie się pożarem.
Nie dlatego, że ludzie są źli. Raczej dlatego, że są ludzcy: szybko reagują na zagrożenie, bronią własnej godności, trzymają stronę swoich i pamiętają krzywdy mocniej niż uprzejmości. Pojednanie wymaga więc nie tylko dobrego serca, ale także wiedzy o tym, jak działa człowiek.

Źródła:
Baumeister, R. F., Bratslavsky, E., Finkenauer, C., & Vohs, K. D. (2001). Bad is stronger than good. Review of General Psychology, 5(4), 323–370. https://doi.org/10.1037/1089-2680.5.4.323
Fehr, R., & Gelfand, M. J. (2010). When apologies work: How matching apology components to victims’ self-construals facilitates forgiveness. Organizational Behavior and Human Decision Processes, 113(1), 37–50. https://doi.org/10.1016/j.obhdp.2010.04.002
Kunda, Z. (1990). The case for motivated reasoning. Psychological Bulletin, 108(3), 480–498. https://doi.org/10.1037/0033-2909.108.3.480
Lewicki, R. J., Tomlinson, E. C., & Gillespie, N. (2006). Models of interpersonal trust development: Theoretical approaches, empirical evidence, and future directions. Journal of Management, 32(6), 991–1022. https://doi.org/10.1177/0149206306294405
Pettigrew, T. F., & Tropp, L. R. (2006). A meta-analytic test of intergroup contact theory. Journal of Personality and Social Psychology, 90(5), 751–783. https://doi.org/10.1037/0022-3514.90.5.751
Tajfel, H., & Turner, J. C. (1979). An integrative theory of intergroup conflict. In W. G. Austin & S. Worchel (Eds.), The social psychology of intergroup relations (pp. 33–47). Brooks/Cole.
Van Bavel, J. J., Hackel, L. M., & Xiao, Y. J. (2014). The group mind: The pervasive influence of social identity on cognition. In J. Decety & Y. Christen (Eds.), New frontiers in social neuroscience (pp. 41–56). Springer. https://doi.org/10.1007/978-3-319-02904-7_4
Wade, N. G., Hoyt, W. T., Kidwell, J. E. M., & Worthington, E. L., Jr. (2014). Efficacy of psychotherapeutic interventions to promote forgiveness: A meta-analysis. Journal of Consulting and Clinical Psychology, 82(1), 154–170. https://doi.org/10.1037/a0035268