W świecie, gdzie słowa mogą być łatwo przechwycone i wykorzystane do własnych celów, mamy do czynienia z kryzysem komunikacji. Klasycznym tego przykładem jest określenie dezinformacja i manipulacja informacją (ang. misinformation).
Jeszcze niedawno pojęcia „dezinformacja” i „misinformacja” pomagały opisać zalew fałszywych treści w internecie. Rozróżniały niezamierzone błędy od celowych kłamstw, pozwalając lepiej zrozumieć złożoność świata informacji. Jednak dziś te słowa stały się narzędziem politycznej walki, a ich znaczenie zostało rozmyte i upolitycznione. Różne grupy — zarówno rządy autorytarne, jak i ugrupowania polityczne po obu stronach sceny — używają ich, by dyskredytować przeciwników lub legitymizować własne działania.
Współczesny krajobraz medialny robi się coraz bardziej zagmatwany i złożony. Pojawiają się w nim treści oderwane od rzeczywistości na różne sposoby:
– Treści generowane przez AI – teksty, obrazy i filmy tworzone przez sztuczną inteligencję.
– tzw. „Deepfake” – realistyczne, lecz całkowicie fałszywe materiały wideo i audio.
– Portale podszywające się pod niezależne media – strony o ukrytych powiązaniach politycznych.
– Zorganizowane kampanie wpływu – działania państw i grup interesu mające na celu manipulację opinią publiczną.
W tym gąszczu pojęcia „dezinformacja” i „misinformacja” stały się zbyt ogólne i łatwo wykorzystywane jako broń retoryczna. Gdy wszystko jest „dezinformacją”, nic nią nie jest, a zaufanie do mediów i instytucji zwyczajnie spada. Niestety, przy okazji, spada również wzajemne zaufanie ludzi do ludzi.
Dlatego aby skutecznie opisywać zagrożenia, potrzebujemy precyzyjniejszego języka. Potrzebujemy określeń, które są:
– Konkretne – opisują, co dokładnie dzieje się z treścią (np. czy jest fabrykowana, zmanipulowana, niepoparta dowodami).
– Odporne na upolitycznienie – trudniejsze do przejęcia przez jedną ze stron sporu.
– Zrozumiałe i jednoznaczne – pozwalają jasno wskazać, co jest nieprawdziwe.
Przykład? Zamiast mówić o „dezinformacji”, lepiej użyć określenia „fałszywe twierdzenie”, „zmanipulowany materiał” lub „niepotwierdzony przekaz”. Takie sformułowania skupiają się na treści, a nie na intencjach czy politycznych kontekstach.
Nowym standardem w komunikacji powinny stawać się wyrażenia wprost opisujące problem, np.:
– „Twierdzenie niezgodne z faktami”
– „Materiał wygenerowany przez AI”
– „Zniekształcenie rzeczywistego wydarzenia”
– „Imitacja legalnego źródła”
Język powinien wyjaśniać, a nie zaciemniać. Dlatego tam, gdzie słowa mogą być łatwo przechwycone i wykorzystane do własnych celów, precyzja i jasność są kluczowe. Zacznijmy nazywać rzeczy po imieniu — bez zbędnej polityzacji i niejasności. Prawo musi być prawem, a fakty faktami. Tylko tak odbudujemy zaufanie a ono stanowi fundament naszego życia społecznego.

