Kto zapłaci za zbrojenia, czyli o tym jak najłatwiej sięgać do kieszeni tych, którzy nie mają lobby ani własnych mediów

  • Post category:Blog

Kto zapłaci za nasze zbrojenia? Spojrzenie z przymrużeniem oka

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, kto finansuje te wszystkie nowe czołgi, śmigłowce i rakiety, które rządy Europy zamawiają jak świeże bułeczki? Jeśli myślicie, że bogacze, to… gratulacje, macie poczucie humoru! W rzeczywistości rachunek trafia do tych, którzy mają najmniej do powiedzenia — biednych i młodych.

Skąd rządy mają kasę na zbrojenia?

Rządy, jak wiemy, własnych pieniędzy nie mają. Mają za to sprawdzone sposoby na ich „znalezienie”:

Pierwszym z nich jest tzw. „Zmiana priorytetów budżetowych” Socjal? Emerytury? Zasiłki? Phi! Obrona narodowa to przecież nie żadna tam „działalność charytatywna”, tylko „napęd gospodarki”. Estonia i Finlandia już pokazują, jak to się robi — tną wydatki socjalne szybciej niż fryzjer włosy na wiosnę.
Drugim sposobem jest dług publiczny. Jeśli nie da się zabrać, to się pożyczy! UE właśnie uruchamia fundusze, które zadłużają nas wszystkich na pokolenia. Nawet Niemcy zreformowały swój słynny „hamulec zadłużenia”, żeby móc wydać więcej na wojsko. Bo kto by się przejmował, że młodzi będą to spłacać do emerytury (o ile jakaś zostanie).
Pozostaje jeszcze jeden – teoretycznie najuczciwszy sposób – podatki. Ale, ale! Podnoszenie podatków to polityczne samobójstwo! Żaden wyborca tego nie lubi! Rządy traktują wiec ten temat jak Voldemorta — nie wypowiadają go na głos i udają, ze go nie ma.
Lepiej przecież ciąć socjal, albo zaciągać długi na przyszłość, bo biedni i młodzi nie mają zbyt dużej siły przebicia.

No to kto zapłaci naprawdę?

Nie łudźcie się młodzi i biedni: cięcie wydatków socjalnych to de facto „podatek”, tylko od tych biedniejszych (i co gorsza tych, którzy najbardziej tego potrzebują), a zadłużenie to po prostu „podatek” od przyszłych pokoleń. Najłatwiej sięgać do kieszeni tych, którzy nie mają lobby ani własnych mediów.

Kto korzysta? Oczywiście miliarderzy i korporacje, które produkują sprzęt wojskowy. Im więcej strachu i zbrojeń, tym większe premie dla zarządów. Zarobią tez politycy (a jakże!) i social media, które maja pełne ręce roboty ogłupiając i tak już zdezorientowane społeczeństwa. Europa, kiedyś wzór równości, dziś coraz szybciej goni za amerykańskim snem… o rosnących nierównościach.

Niektóre kraje, jak Finlandia, idą jeszcze dalej. Tnąc socjal na rzecz zbrojeń, jednocześnie obniżają podatki dla najbogatszych. Logika? Prosta: biedni i młodzi nie mają siły przebicia, a bogaci mają znajomych w rządzie.

Socjal, edukacja i… armia tępych osiłków

Niestety, koło się zamyka (a raczej spirala nakręca) wydatki socjalne to bliski krewny edukacji. Oba te obszary są jak witaminy dla społeczeństwa — wzmacniają, rozwijają i chronią przed chorobami społecznymi. Ale za edukację coraz mniej ludzi chce płacić – wiec się nie opłaca. Socjal…wiadomo – to obciach dla cieniasów. MY – silni, młodzi, agresywni – NIE POTRZEBUJEMY SOCJALU!

Zapominamy o tym, że jeśli je zaniedbamy, zostaje nam tylko armia tępych osiłków, z których cieszą się autokraci żądni wojny. Bo czyż nie ma nic lepszego dla takiego władcy niż społeczeństwo, które nie rozumie, za co i dlaczego idzie na wojnę?

Nie dajmy się więc wkręcić w narrację, że bezpieczeństwo to tylko czołgi i rakiety. Bez inwestycji w ludzi, wzajemnego zaufania i empatii, nawet uzbrojeni po zęby nie będziemy czuć się bezpieczni i szczęśliwi. No i najlepszy sprzęt nie obroni nas przed kolektywną głupotą.